Można się wiele nauczyć z tych eksponatów. Oskar nazywa je śladami historii przemysłu. Choć jego kolekcja składa się z ubrań, sposób, w jaki o nich opowiada, ujawnia archiwum historii. „Fragmenty odzieży roboczej znajdują się w kopalniach, ponieważ gdy ubrania się zużyły, skrawki nadal do czegoś służyły. Mam jeden z 1910 roku. Jest na nim dość dużo rdzy, więc prawdopodobnie został wykorzystany przy naprawie jakiejś rury. Mam też kurtkę znalezioną w kopalni w Nevadzie, która wciąż ma plamy po wosku ze świec na rękawach: ponieważ nie mieli tam lamp, trzymali świece, żeby móc widzieć, pracując w ciemności”.
W taki czy inny sposób spędził połowę swojego życia, pracując z denimem i kolekcjonując go – od sklepu z jeansami w swoim rodzinnym mieście, po początki jako kolekcjoner jeansów z pięcioma kieszeniami. Wpływ jego archiwum nie jest jednak tak dosłowny, a jego podejściem kierują powtarzalność i konsekwencja: „Bardzo rzadko zdarza mi się, żebym szukał jednego elementu garderoby i powiedział: chcę coś z niego zrobić. Wpływa na mnie raczej kombinacja różnych rzeczy. Postrzegam swoją pracę projektanta jako możliwość eksplorowania, ulepszania i dopracowywania rzeczy, nad którymi pracuję. Podoba mi się idea ewolucji, a nie tylko wymiany” – mówi Oskar.
„Lubię ubrania z patyną, charakterem i śladami zużycia. Najlepiej jest znaleźć coś, co było przekazywane z pokolenia na pokolenie, naprawdę używane i naprawiane. Staje się oczywiste, że ktoś w tym mieszkał i to cenił”. Kolekcjonowanie zdecydowanie nie jest więc wygodą, ale rzemiosłem, które mówi o subiektywności kolekcjonera – w tym przypadku, jak twierdzi, „chodzi zarówno o poszukiwanie, jak i o umiejętność ponownego oglądania i odkrywania” – o oprawę i zaangażowanie w projektowanie, którego efekty są trwałe.