„Moja babcia kupowała ubranie w jednym ze swoich ulubionych sklepów, odrysowywała wzór i robiła nowe dla mojej mamy, zmniejszając je, powielając, korzystając z różnych materiałów. I moja mama robiła to samo. Nie kupowałyśmy tak dużo – rocznie tylko kilka sztuk, których naprawdę potrzebowałyśmy”.
To wszystko to tylko okolicznościowe fakty, niemniej ich wpływ na jej perspektywę jest jasny: jej uznanie dla rzeczy znaczących rozciąga się we wszystkich kierunkach, w tym w sposobie, w jaki porusza się po swoim mieście, Amsterdamie, poprzez dożywotnie znaczące połączenia.
Wśród jej ulubionych miejsc wymienia Café De Pels, gdzie spotkała się z nami na pogawędkę i gdzie przeszłość i teraźniejszość krzyżują się z taką samą łatwością, jak w jej filmach; Carmen, sklep, pensjonat i przestrzeń kreatywną prowadzoną przez bliskich przyjaciół; Holenderską Operę Narodową, czyli szczególny punkt orientacyjny, gdzie chodziła z babcią, gdy miała zaledwie cztery lata.
To sposób, w jaki prezentuje się poprzez ubrania – żartuje, że odkąd była dzieckiem, lubiła swetry w ziemistych odcieniach i jeansy, i wspomina ekspresyjne eksploracje, które pojawiają się naturalnie w okresie dorastania wraz z uczuciem, że nie jest się prawdziwą sobą. „Przymierzałam ubrania, które nosili wszyscy, ale nie chciałam ich nosić.
Zawsze wracam do tego, czego zawsze chciałam, zdając sobie sprawę, że te inne rzeczy nie są mną. To, co było dla mnie, było tam przez cały czas.” To również sposób, w jaki pracuje: woli stare, niepraktyczne kamery, które są ograniczające i drogie, świadoma, że te ograniczenia wydobywają precyzję, której brakuje jej, gdy wszystko jest dostępne.